Kontakt - Zdjęcia są chronione prawem autorskim. Gdybyś chciał je wykorzystać to najpierw napisz do mnie





Fair play. Free Tibet.







Najlepsze Blogi

Zdjęcia bez zadęcia


niedziela, 27 stycznia 2008
Komercyjnie nie musi znaczyć, że źle


Na warszawskiej Sadybie stoi sobie taki komercyjny budynek. Osobiście bardzo go lubię, kojarzy mi się z Bydgoszczą, Sandomierzem czy innymi nadwiślańskimi miejscowościami. No i tak go codziennie mijam myśląc o lecie i rejsie po Wiśle..




niedziela, 20 stycznia 2008
Warszawa po godzinach - 3. akcja GTWB


Przyjechała do mnie z rodzinnego miasta pociągiem osobowym. Mieliśmy już wtedy niezły staż, ponad rok chyba, w gruncie rzeczy to nieważne. Godzina 17.52, Dworzec Śródmieście, odbieram ją, uśmiech całus itepe. Kierunek metro, jedziemy do mnie. Jestem romantykiem, no a na pewno nim byłem, więc dla niej szok gdy wchodzimy w chatę. Zimą o godzinie dziewiętnastej jest już ciemno, więc weszła i robi oczy, chata w różach, cały pokój róż, podłoga, łóżko, normalnie wszystko w kwiatach, do tego jeszcze wszędzie świece, po prostu wow i w tle Erykah Badu, bo wszyscy wiedzą, że do seksu Badu jest najlepsza. I dalej leci to tak, soul w tle, w rękach wino, pijemy, rozmawiamy, obejmujemy się, aż w końcu szybki seks. Wieczór zapowiadał się znakomicie, a przynajmniej tak się zaczął. Mieliśmy mało czasu, bo musieliśmy na dziewiątą być pod rotundą, wiadomo, piątkowy melanż w planie. Znów metro, ustawka z ziomkiem, który już na nas czekał. Kierunek monopol, zaopatrzenie, dwie zero siódemki i jazda na kwadrat gdzie już na nas czekali. Siema siema wszystkim i pijemy, norma.. z ziomkiem w półtorej godziny uporaliśmy się z naszymi akcesoriami i zamawiamy taksę, clubbing czas zacząć!

Przed nami znany studencki klub, znana przed nim kolejka do środka, znana poczekalnia, znane marki piw w łapach. Już w tym momencie powinienem sobie zdać sprawę, że nie wszystko jest tak okej jak się nam zdawało, że będzie. Są problemy z wejściem, bo niby mamy płacić, a czemu właśnie my mamy płacić? jesteśmy studenci przecież! mamy legitymki nożesz kurwa mać! i tłumaczymy, że kolejka była długa i że my przed dwudziestą drugą już tu byliśmy, że należy się nam wjazd za darmo i w ogóle co to ma znaczyć, ale nic to, na nic się to zdaje, nie ma szans. Desperaci jesteśmy i tak też działamy, więc ziomek mówi, że prosi z menedżerem klubu, że chcemy z nim porozmawiać. Okej wchodźcie, nie wiedziałem, że taki niewinny tekst tak szybko działa na ochronę.



W środku lipa, mało osób, mało w ogóle wszystkiego, my zdajemy sobie sprawę, że mało to może być nam alkoholu we krwi, więc szybko do baru, tequilę prosimy razy sześć, razy następne sześć i nie wiem w sumie ile tego było, i nie wiem czy to kogoś interesuje. Po wypiciu należy się odlać i walić na parkiet, tak zrobiliśmy. Tańczymy i okazuje się że alkoholu jest już w sam raz ale nadal czegoś brakuje, stwierdzamy, że brak tu klimatu, że czas coś z tym zrobić, is haj tajm udać się gdzie indziej, jeszcze mnie zaczepiają jakieś laski, jakieś stare znajome, dlaczego kurde ja mam je wszystkie od razu rozpoznawać, nie widać piję! nie widać bawię się! z wyjściem nie było tak lekko, bo coś z kurtką nie tak w szatni, a raczej z kasą fiskalną, więc staram się pomóc, pomagam. Nie pomogłem, wręcz odwrotnie, chyba rozwaliłem ją, bo się zacięła i znów jakieś problemy. Ech myślę sobie, poczekam na zewnątrz. I tak czekam i tak dochodzę do wniosku, że pójdę po nich, bo coś długo nie wychodzą. No i oczywiście jakby mogło być inaczej, od razu afera z ochroną bo nie chcą mnie wpuścić, bo wyszedłem i teraz to już nie wejdę i w ogóle pocałuj się w dupę. Ot tyle. Czekała już na nas taksa więc wsiadłem. Pamiętaj jeśli impreza dobrze się zaczyna to może być gorzej, nie ma zasady, że cały czas będzie okej.

Wysiadamy pod innym znanym klubem, znanym tym razem z hiphopu i z tego, że jest on w centrum i że pięćdziesiątka w piątki stoi tu piątaka. Wchodzimy, coś na mnie dziś ochrona dziwnie patrzy, bo od razu na starcie nokaut pytaniem czy wytrzymam, mówię, że wytrzymam, na to on: okej wchodź. Ale ludu, ale gorąco, ale ostro! Pierwsze sygnały z głowy gdy zobaczyłem co tu się dzieję, pyszna oldskulowa muza, mnóstwo chłopaczyn i maniurek bawiących się na parkiecie i w ogóle zajebiście. Po tym jak to zobaczyłem to wiedziałem już, że to jest lokal na dzisiejszą noc. Tańczmy, pląsajmy pod hiphop! Bawmy się!



Ciężka głowa, świat zwalnia, pląsy dwa razy wolniej uderzają o głowę, coś nie gra myślę. Czy to ma sens? Gdzie jest sens? Oj niezbyt ze mną, za dużo myślę, za mało się bawię. Kroki zanoszą mnie do baru, pięćdziesiąt mililitrów proszę, dali plus sok pomarańczowy. Usiadłem, patrzę na kieliszek, na to jak huśta się w moim ręku. Zamułka. Wypijesz z nami? Budzą mnie nieznajomi małolaci. Wypiję. Zdrowia!

Czas wrócić na parkiet, czas odnaleźć dziewczynę, pobawić się z nią, nie po to przyjechała abym miał ją olewać. Nie po to aby wlewać w siebie alko, wystarczy, że tak jest gdy ona gdzieś tam uczy się. Docieram, tańczy z nią jakiś chłopak, obejmuje. Mam w ręku sok, nie już nie mam, sok leje się po głowie tego gościa. Zdziwiony patrzy na mnie, nie już nie patrzy już widzę pięść, cel – ja, sunie atak!

Widzisz to jest tak, jestem pijany, on raczej też, i nie czuje się bólu. Śmieszna sytuacja, grałem kiedyś na plejaku w taką grę - boks, tam też widzisz miotające się pięści ale nic nie czujesz. Tak właśnie było, jaja normalnie! Lewis kontra Gołota! Na pięść odpowiedź mojej dyńki, fajting erst klasse! Pamiętam jak leżeliśmy w szkle i oni, panowie ochroniarze nas rozdzielali, rzucili mnie na kanapę. Total drank, total nie rozumiem jak pytają o ce be. Jak nie rozumiem to mówię aby spierdalali. To była zła odpowiedź, nie podobało się, miałem więc za fri przejazd po posadce znanego warszawskiego klubu, znanego z hiphopu i z tego, że jest on w centrum i że pięćdziesiątka w piątki stoi tu piątaka. Wykop z klubu, nie zdążyłem poleżeć bo on już czekał, okazało się, że on jest czarny i że ma dwa metry wzrostu, dodam, że ja jestem wątłej budowy ciała i że nie mam dwóch metrów. Dziewczyna płacze, ja udaję twardziela. Na szczęście tylko chwilę udawałem, uratowała mnie ochrona, dzięki wam za to!

Pytają się czy wezwać policję, ja wytrzeźwiałem, więc mówię, że nie, że to moja wina i że w ogóle to ja przepraszam za to. Moja postawa spodobała się panom ochroniarzom i zaczęli dawać mi rady, że na moim miejscu to wezwaliby taksówkę bo nie wyjdę stąd cało. Na szczęście pod klubami stoją taksówki i na szczęście nie wydałem ostatniej dychy, wsiadłem z dziewczyną do merca i mówię dobry wieczór. Przedstawiam taksówkarzowi sytuację, mam dychę, zawieź nas pan na przystanek gdzie stoi mój ukochany nocny, powiedział: okej.

Właśnie, że nie okej, bo wysadził nas w złym miejscu, na innym przystanku. Nie można panikować, tak powiedziałem do dziewczyny, na bank trafimy, spoko. Wystarczy w odpowiednim miejscu się przesiąść, musi się udać! Nie udało się, dojechaliśmy na zajezdnię, na chatę dotrzeć możemy najwcześniej za trzy godziny. Zimno bo grudzień, zaczęliśmy marznąć.



Co robić? Co co co? Kłębią się różne myśli w głowie, w górze ma miejsce śnieżyca, zaraz poczujemy. Spoko, śnieżyca to nic, najgorsze, że wiało, minusowa temperatura plus wiatr. Bywało lepiej. Noc nie zawsze się kończy tak jak się zaczyna pomyślałem. Stały jeszcze psy, stary polonez, co miałem do stracenia? Podszedłem i gadka, że nie jestem z Warszawy, że nie znam miasta, że wiem tylko gdzie mam nocować, ale nie wiem jak tam dotrzeć, normalnie zabłądziliśmy! Proszę pomóżcie, podwieziecie? Popatrzyli na mnie z przekąsem, jeden podrapał się po brodzie, drugi westchnął i powiedział: no nie możemy, ale poczekajcie, przejedziemy się i wrócimy, zobaczymy co się da zrobić. Pojechali.

Dziewczyna zaczęła panikować, mówi mi: nie wrócą, nie wrócą i powtarza to przez kilka minut. Starałem się ją pocieszać, nic innego mi nie zostało. Coraz zimniej, powoli zaczęliśmy się czuć jak na Syberii. Długo tak nie pociągniemy pomyślałem trzeba coś zrobić. Nie zdążyłem nic zrobić bo przyjechali panowie policjanci, stanęli obok nas: to wy chcieliście aby was podwieźć? Tak, my. Wsiadajcie.

Wsiedliśmy, fajny klimacik, jak na filmach z czasów peerelowskich. Panowie mili, że normalnie szok, cały czas gadka skąd jesteście itede. No i musiałem improwizować, no i udawało się dopóki nie zaświecili mi latarką prosto w oczy. Biłeś się?!? To ich pytanie, nagła cisza, konsternacja. Ja w szoku, nie wiem co mam powiedzieć, myśl stary myśl, musisz przecież jakoś z tego wyjść, niepotrzebna ci izba wytrzeźwień i czteryosiem. Fuck! ale się wkopałem! Dopiero teraz sobie zdałem sprawę, że mam rozwalony nos i podbite oko, jak mogłem o tym zapomnieć???

No bo wie pan, przyjechaliśmy do Warszawy i chcieliśmy zobaczyć jak się tu bawi, no to poszliśmy do klubu. I wie pan tańczymy, bawimy się i w pewnym momencie dostałem, nawet nie wiem za co! Popatrzyli na siebie i widzę, że ostro myślą. Nadal cisza, słychać tylko silnik poloneza. W końcu jeden z nich przemówił: bo widzi pan, bo tu to takie kurestwo jest, uśmiechnął się, poklepał po ramieniu.
czwartek, 10 stycznia 2008
Mieszkanie sprzedam?


Na powyższym zdjęciu jest 7 ofert sprzedaży mieszkań. Całkiem sporo, nieprawdaż? Pytanie czy to lokalizacja jest taka dobra, jakość wykonania czy wręcz odwrotnie i dlatego wszyscy sprzedają mieszkania?

Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale jak widać w bloku są też desperaci bądź usterki. Wtedy na pomoc przybywa Ekipa. Dzielni panowie nam zawsze pomogą!



Wracając zaś do meritum czyli do rynku nieruchomości. W USA powolutku wkroczyła recesja. Nasi krajanie zaś często idą śladem wujków Samów, czy to oznacza spadek cen na polskim rynku? Analitycy mówią raczej o ustabilizowaniu się tychże cen. Na Giełdzie Papierów Wartościowych podczas ostatnich przecen - jednym z bardziej cierpiących indeksów, był indeks deweloperów. Więc może rację mają gracze polskiej giełdy a nie analitycy?

Prawdopodobny kierunek cenowy moim skromnym zdaniem będzie następujący: ceny rzecz jasna się ustabilizują, ale raczej nie w tym roku. Po gwałtownym skoku cen naturalną sprawą wydaje się chwilowe ochłodzenie rynku poprzez kilku, kilkunastoprocentowy spadek cen za metr. Później cena powinna pójść lekko w górę i się ustabilizować - albo na obecnym poziomie, albo odrobinę niższym.

Więc może niektórych z nas czekają udane zakupy?



A zdjęcia pochodzą z tychże okolic:


wtorek, 01 stycznia 2008
Ostatni dzień roku
Najpierw pieczołowite przygotowania:







Później już tylko zabawa. Szczęśliwego Nowego Roku!

Życzy salq i blog Bez Zadęcia