Kontakt - Zdjęcia są chronione prawem autorskim. Gdybyś chciał je wykorzystać to najpierw napisz do mnie





Fair play. Free Tibet.







Najlepsze Blogi

Zdjęcia bez zadęcia


środa, 11 maja 2011
poniedziałek, 28 lutego 2011
Hong Kong - w pogoni za lepszej jakości życiem


Otwieram oczy, przeciągam się i wstaję. Widok z okna na zatokę powoduje uśmiech na twarzy. To takie plusy HK. Mieszkając nad zatoką, na w miarę wysokim pułapie (tutaj czternaste piętro) widok z okna robi wrażenie. Przed nami rozpościera się zatoka oraz panorama Kowloon. Stoję przed oknem i myślę o tym mieście, spełnieniem marzeń dla jednych, dla drugich przekleństwem. Myślę czy jest jeszcze ratunek przed tym światem czy też tak wygląda przyszłość. Piękne butikowe pudełeczka, czyste i bezpieczne, gdzie porządkiem jest status materialny i konsumpcja, dla drugich zaś permanentna praca.




To miasto to współczesna fabryka, miliony anonimowych robotów wstaje rano i wyrusza w pogoni za lepszym  życiem. Gdy wracają jest już późno, za późno by cieszyć się z tego, że gdzieś wcale niedaleko tak jest plaża, a pogoda jest taka, że żal nie skorzystać. To miasto jest po to by zarabiać. To szkło, ten brak zabytków, ta esencja kapitalizmu sączy się tu po każdym murze. Czy chcesz czy nie, wchłania się przez pory jej mieszkańców.



I tak sobie myślę, że jeżeli jest tu miejsce na miłość, to na taką romantyczną historię rodem ze Spragnionych Miłości Wong Kar Waia. Spacerując po futurystycznych chodnikach, kilka metrów nad ulicami staram się znaleźć takie miejsca, gdzie odnajdę ducha tego miasta. Mijam kolorowe witryny kolejnych marek, Dolce&Gabbana, Hugo Boss etc. Wszędzie przepych i szybkie tempo. Jeżeli chcę się gdzieś zatrzymać to wybór pozostaje nijaki, każda kawiarnia jest do siebie podobna, przyszykowana dla japiszona.



Przed oczami przebiegają mi różne klisze, widzę Billa Murraya w Tokio, siedzącego na łóżku i tak jak ja wpatrującego się w okno. Później znowu jakiś obraz z Wong Kar Waia, gdy stoję na balkonie z papierosem w ustach i wpatruje się w drugie okno. Miliony samotnych osób. Jestem tu z Ag, pomimo tego na wyspie czujesz się samotny.



Możesz wybrać się do Soho i dalej gdzieś na imprezę, gdzie królują biali. Gdzie miejscowe kobiety robią wszystko by zostać z tobą na dłużej niż na jedną noc. By poczuć ciepło i bezpieczeństwo, by tulić się jak najdłużej i zapomnieć, że po nocy jest poranek. Gdzie biali się bawią, by zapomnieć po co są, by odbić stres i zatopić się w egzotycznej namiastce szczęścia.

To miasto jest ze szkła, to miasto to fabryka szklanych postaci, gdzie w każdym spojrzeniu widzisz swoje odbicie. Możesz rozbić się na drobne części i na zawsze  tu pozostać, gdzieś pomiędzy snem a jawą.

poniedziałek, 14 lutego 2011
Hong Kong. Impresje.


W  tle soundtrack z 2046. Mijam przechodniów, większość z nich również słucha muzyki. To co pojawia się w mojej głowie jako pierwsze to wielość i gęstość - 7 milionów osób zgromadzonych na niewielkim obszarze, daje to ponad 6,5tys. osób na kilometr kwadratowy. Imponujące.


Tutaj jest dobry klimat do pracy. Dobrze się zarabia. Jest gdzie wyjść, zabawić się, zjeść. Chcesz plaży? Pół godziny i leżysz na piasku nad morzem! Słucham osoby stąd, osoby z wyspy (rarytas!). Hong Kong to przede wszystkim wyspa i kontynent – dwa główne organy, są jeszcze nowe terytoria czyli pozostałe wyspy. Wyspa to taki Manhattan, ok., przekładając na polskie: wyspa to Śródmieście, Powiśle, Mokotów; kontynent to prawa strona Wisły. Wyspa to prestiż, drapacze, najwyższe ceny, to tu mieszkają biali. Kontynent zaś na zawsze pozostanie tylko kontynentem, tą gorszą częścią HK (pomimo swojej Saskiej Kępy). Nowe terytoria to ziemie ościenne, dodatki oraz odpadki, różnie.



Zapalam papierosa, patrzę na opakowanie ze zdjęciem jakiegoś syfu – przepalone płuco czy inne ohydztwo. Tłumaczę sobie, że to Azja, inna mentalność. Zaciągam się, Marlboro jest tu lepsze niż w Chinach. Wszystko jest tu lepsze niż w Chinach, taki był cel. Spotkasz tu każdego, Amerykanina, Anglika, Francuza, Chińczyka, Hindusa. Taki Londyn, mętlik. Sprowadza ich tu praca. Pieniądze.

2046 to nie przypadek. Pamiętam jak na studiach, rysowałam chodniki nad ulicami, śmiali się ze mnie że to abstrakcja, tutaj to normalne – mówi spotkana Polka. Przyjechała tu do pracy. Do jednego z centrów Azji, dla mnie Polaka – do futurystycznej metropolii z innego świata.

Wszędzie centra handlowe, wypełniają szczelnie wyspę, usługi zagospodarowały to miejsce. Wszystkie znane marki odzieżowe, banki, restauracje, salony masażu, sklepy i sklepiki. I przede wszystkim ogromny ruch. I ta waluta, dolary z Hong Kongu, bo HK to kapitalizm odcinający się grubą kreską od chińskiego kontynentu.



Aut jest niewiele, jak już są to te najlepsze. Podatek od auta jest ogromny, dlatego jak kogoś na nie stać to jest to naprawdę dobry samochód. I każdy patrzy w górę, każdy przyjechał spełniać tu swoje marzenia o lepszym świecie. Mój wzrok również pada na niebo i widzę budynki po 50 pięter. Buduje się tu wysoko, chętnych na zamieszkanie jest wielu, miejsca zaś mało. Trzeba łamać bariery pięter, krok po kroku piąć się po szczeblach w górę. Wyobraźnia działa.

Szklane domy, połysk, nowoczesność – spacerujesz po tej enklawie lepszego świata, dotykasz butami marmurowych chodników i sam czujesz się lepszy. Jeżeli masz ochotę przystać to wchodzisz do jednego z kilku parków, miejska dżungla zmienia się w tą naturalną. Siadasz na ławeczce i obserwujesz kąpiące się flamingi, patrzysz na bananowce i biurowce.



Jak gdzieś docierasz to szukasz zabytków, tutaj ich nie ma. Wszystkie budynki są stosunkowo młode, czasem coś się burzy, by postawić coś wyższego, nowszego, spełniającego nowe trendy. Pomimo tego jest w tym miejscu coś co przyciąga również tych, którzy szukają egzotyki. Może to ten bazarek, gdzie możesz kupić chińskie drobiazgi, może Soho, gdzie czujesz zachodni klimat, a może to to połączenie Wschodu z Zachodem. Co by to nie było to czerpiesz to, wdychasz, zaciągasz się i nie chcesz wypuścić.



Zobacz również:

Szanghaj i Expo

Filipińskie opowieści cz.1



czwartek, 17 czerwca 2010
Powrót


Oj dawno nie pisałem. Tak dawno, że nic nie napiszę co u mnie. Od dzisiaj po prostu powrót do wklejania zdjęć. Pewnie będzie trochę Azji, trochę mniej Europy (w sensie poza naszymi granicami) oraz coraz więcej miejskich okolic, w których się poruszam. Dodatkowo w niedalekiej przyszłości mam zamiar zakupić 2 szkła, no i wtedy zdjęcia powinny zyskać na jakości. Póki co - cześć wam po latach!